kubuś fatalista i jego pan streszczenie
Książka "Kubuś Fatalista i jego Pan" z 1915. 200 zł. Używane. Warszawa, Targówek - 22 października 2023.
Kup teraz: "Kubuś Fatalista i Jego Pan" - Denis Diderot za 20,00 zł i odbierz w mieście Wrocław. Szybko i bezpiecznie w najlepszym miejscu dla lokalnych Allegrowiczów.
Do króla - streszczenie. Podmiot liryczny w pierwszych wersach zaznacza, że zadaniem satyry jest mówienie prawdy. Jako przykład służy postać króla, któremu podmiot liryczny zarzuca coraz to nowe wady. Po pierwsze władca nie jest „królewskim synem”, a w dodatku jest rodowitym Polakiem - „źle, żeś nie przychodzień”.
Streszczenie szczegółowe. Rozprawka. Najważniejsze informacje. Korepetycje. korepetycje matematyka. Matematyka. Sprawdź na: Kubuś Fatalista i jego pan - Denis
Tak, ale tylko pod warunkiem, że czyni to inny mistrz. „Kubuś Fatalista i jego pan” to jedna z najukochańszych powieści Kundery, stanowi dla niego klucz do zrozumienia Francji, jej doniosłej roli i burzliwych dziejów. Jednak inspirowana dziełem Diderota sztuka czeskiego pisarza nie jest zwykłą adaptacją. Jak mówi sam Kundera
Verheirateter Mann Flirtet Mit Verheirateter Frau. Zanim przejdziemy do omawiania poszczególnych postaci występujących na kartach powieści Diderota, warto odnotować kilka interesujących faktów. Powieść zaczyna się od szeregu pytań: „Jak się spotkali? (…) Jak się zwali? (…) Skąd przybywali? (…) Dokąd dążyli?”. Są to pytania, jakie czytelnik zawsze zadaje, a odpowiedzi na nie oczekuje natychmiast. Diderot jednak ich nie udziela, wcale. Co więcej ukrywa przed odbiorcą takie informacje jak stan cywilny dwójki tytułowych bohaterów, ich wiek, wykształcenie, gust, słabe i mocne strony, a także cechy fizyczne. Mamy więc do czynienia z postaciami, o których nie wiemy praktycznie nic. O ile możemy doszukać się opisów bohaterów, których dwójka tytułowych protagonistów napotyka na swej drodze, na ich temat nie znajdziemy niemal nic. Diderot zdecydował się na kolejny już nowatorski i śmiały pomysł, czyniąc głównych bohaterów powieści anonimowymi. Swój sprzeciw wobec nadawania postaciom określonych cech autor wyraził za pośrednictwem Kubusia: „(…) już bez portretów, panie; nienawidzę portretów (…). Bo są tak mało podobne, że kiedy przypadkiem spotyka się oryginał, nigdy by się go nie poznało”. Dla Diderota najważniejsze było to, by postaci fikcyjne wzorowane były na autentycznych, dlatego tak wielkim szacunkiem darzył dorobek Moliera, którego bohaterzy cechowali się tym, że każdy z nas zna kogoś, kto by ich przypominał. „Ja, który do was mówię, spotkałem sobowtóra »Lekarza mimo woli«, którego wprzód uważałem za wymysł szalonej i rozigranej pustoty” – zwraca się do czytelnika narrator, opisując postać, która jego zdaniem była żywcem wziętą z komedii Moliera. Poza brakiem opisu głównych postaci, nie znajdziemy na kartach dzieła Diderota studiów na temat ich psychologii. Nie zależy mu na budowaniu wielowymiarowych bohaterów o rozbudowanych wnętrzach, targanych emocjami czy przesłankami. Zamiast tego proponuje niemalże dokumentalną, pozbawioną komentarza autorskiego, obserwację ludzkich zachowań i faktów. Kubuś zwraca się do pana, by w swojej opowieści nie skupiał się na ludziach, a na faktach właśnie: „Opowiadaj pan fakty, oddaj wiernie słowa, a wnet będę wiedział, z kim mam do czynienia. Jedno słowo, jeden ruch nauczyły mnie nieraz więcej niż gadulstwo całego miasta”.Kubuś Fatalista - charakterystyka Jak już wspomnieliśmy wcześniej, dwie główne postaci z „Kubusia Fatalisty i jego Pana” są bardzo enigmatyczne, a ich obraz celowo został przez Diderota pozbawiony nie tylko detali, ale i rys zasadniczych. Dlatego też nie jest możliwe stworzenie klasycznych charakterystyk tych dwóch postaci. Zamiast tego spróbujmy wymienić wszystko, czego w trakcie czytania udało nam dowiedzieć na ich temat. O Kubusiu możemy wyczytać, że w przeszłości zaciągnął się do wojska, by walczyć w angielsko – holendersko – austriackiej koalicji w wojnie o sukcesję austriacką, która rozegrała się w latach 1740-1748. Aby móc wyruszyć w bój musiał uciec z domu. W 1745 roku wziął udział w bitwie pod Fontenoy, gdzie został raniony w kolano, czego skutki odczuwał do końca życia (kulał). Zanim poznał swojego pana, z którym odbywa podróż opisywaną przez narratora, służył w ośmiu domach. Jeśli chodzi o informacje bardziej szczegółowe, to są one podawane bardziej zdawkowo. Dowiadujemy się między innymi, że był wychowywany do dwunastego roku życia przez dziadków – handlarzy antykami – pomimo, że miał rodziców. Oto jak opisywał typowy wieczór w swoim rodzinnym domu: „(…) matka i córka przędły, szyły, robiły szydełkiem, nie mówiąc słowa; chłopcy wypoczywali, ojciec czytał Stary Testament”. Obrazu surowej rodziny dopełnia fakt, iż w tym czasie mały Kubuś biegał po pokoju „z kneblem w gębie”. Na tej podstawie możemy stwierdzić, że bohater nie miał łatwego dzieciństwa, ale z pewnością nie dorastał w biedzie. Co więcej, sam uznał, że właśnie temu kneblowaniu zawdzięcza obecną miłość do gadulstwa. W pewnym momencie, gdy wypowiada się na temat konia swojego pana, przemyca cząstkę swojej historii: „(…)symbol tu obecnego Kubusia i innych jemu podobnych hultajów, którzy rzucili rodzinną wioskę, aby przywdziać liberię stolicy, woleliby żebrać na bruku o kawałek chleba albo też umrzeć z głodu niż wrócić do pługa, najużyteczniejszego i najczcigodniejszego z narzędzi”. Możemy zatem przypuszczać, że Kubuś z pochodzenia był wieśniakiem i jako dziecko został oddany do rodziny w Paryżu, by mieć lepszy start w życiu. Kolejne fakty dotyczące rodziny Kubusia to posiadanie rodziców chrzestnych: „Miałem tedy chrzestnego ojca i chrzestną matkę. Stary Byk, najsławniejszy stelmach we wsi (…)”; brata Jana: „Z natury obrotny i przemyślny, był adwokatem i doradcą całej wsi. Umiał czytać i pisać; od młodu bawił się odcyfrowywaniem i kopiowaniem starych pergaminów”. Jan wstąpił do zakonu karmelitów i w 1755 roku wyjechał do Lizbony, gdzie zginął w trzęsieniu ziemi. W zasadzie nic więcej nie jesteśmy w stanie wyczytać na temat Kubusia. Dalej możemy jedynie kierować się opinią, którą sami sobie na jego temat wyrabiamy. Przede wszystkim możemy określić go jako gadatliwego sługę. Sam dopatrywał się korzeni swojego nieprzeciętnego zamiłowania do mówienia w dzieciństwie spędzonym w domu dziadka: „Tydzień czasem minął, nim ktoś otworzył gębę w domu Jazonów”. Widzimy też, że Kubuś tak dalece uwielbiał dzielić się swoimi mądrościami, że kiedy gospodyni zakazuje mu otwierania ust, bohater czuł się śmiertelnie urażony: „Pan przyrzekł milczenie w imieniu Kubusia. Kubuś rozłożył się niedbale w kącie, z zamkniętymi oczami, z czapką na uszy, na wpół odwrócony plecami”. O ile jego pan lubi słuchać, przez co para doskonale się uzupełnia, to Kubusiowi zdarza się nie zachowywać umiaru w swoim gadulstwie, na co pan reaguje: „Dalej, przeklęty gaduło, dalej...”. Kiedy wreszcie panu udaje się opowiedzieć swoją historię miłosną, to tylko dlatego, że rozbolało go gardło od ciągłego mówienia. Narrator zauważył, że ta przypadłość dopadała go dość często, ale nie oznaczała ona wcale, że przestawał rozmawiać, jeśli czuł, że jeszcze może: „Kubuś podobny był do dziecka straganiarki jak dwie krople wody, z tą różnicą, że od czasu jak go bolało gardło, trudno go było doprowadzić do powiedzenia A, ale skoro raz ruszył, jechał już do końca alfabetu”. Kubuś daje czytelnikowi poznać się jako człowiek rozważny i roztropny. Życie nauczyło go, że należy być przygotowanym na każdą ewentualność. Widać to najlepiej w jednym z bardzo nielicznych fragmentów opisujących jego ubiór: „Kubuś podnosząc swój ogromny kapelusz, deszczochron w niepogodę, słońcochron w czasie skwaru, nakrycie głowy w każdej porze, cieniste sanktuarium, pod którym jedna z najtęższych mózgownic, jakie istniały, zasięgała rady losu w ważnych potrzebach... Skoro się podniosło rondo tego kapelusza, głowa Kubusia znajdowała się mniej więcej w połowie postaci; gdy je opuścił, widział ledwie na dziesięć kroków przed sobą: stąd przyzwyczaił się zadzierać głowę”. Kolejną cechą Kubusia były dalece rozwinięty zmysł obserwacji. Służący potrafił nie tylko mówić, ale był bardzo przenikliwy i spostrzegawczy. Warto zaznaczyć, ze zazwyczaj te dwie umiejętności nie chodzą ze sobą w parze. Na pierwszy rzut oka na przykład dostrzegł, że Ryszard to były zakonnik: „Panie, niech się pan przypatrzy temu młokosowi: założę się, że był mnichem”. Tak samo potrafił spoglądać na zwierzęta, o czym najlepiej świadczy moment, gdy rozpoznał zaginionego konia swojego pana: „Odgaduję, że to głupie, próżne i leniwe zwierzę to mieszczuch, który dumny ze swojej przeszłości wierzchowca, gardzi pługiem: krótko mówiąc to pański koń (…)”. Przyjrzyjmy się poglądom Kubusia na temat relacji międzyludzkich. Jego zdaniem ludzie nie rozumieją, co leży u podstaw każdego związku, dlatego opierają się na nieporozumieniach:„Drogi panie, życie upływa na samych qui pro quo. Są qui pro quo miłości, qui pro quo przyjaźni, qui pro quo polityki, finansów. Kościoła, urzędu, handlu, żon, mężów...”. Zdaniem Kubusia prawdziwe, głębokie związki między ludźmi są niemalże niemożliwe. Kubuś daje się także poznać czytelnikowi jako czuły i hojny człowiek. Widać to najlepiej w momencie, kiedy widzi młodą dziewczynę, która upuściła słoik oliwy. Bohater zostawia zrozpaczonej dziewczynie pieniądze. Widzimy go też jak obdarowuje podarunkami Dyzię. Nie ma także wątpliwości, że możemy zaliczyć Kubusia do tak zwanych „bon vivant”, czyli ludzi nie stroniących od uciech życia. Najlepszym dowodem na to są jego pikantne historyjki z młodości, w których wielokrotnie wmawiał swoim kochankom, że jest prawiczkiem, by zmiękczyć ich serca. Ponadto bohater nie rozstaje się ze swoim bukłaczkiem, który zdaje się nie mieć dna. Kubuś nie gardzi też szampanem w przydrożnych - charakterystyka Chociaż jest to postać tytułowa, to z pewnością nie jest on głównym bohaterem powieści. Jego rolą jest stanowienie kontrapunktu dla Kubusia, bycie słuchaczem. Postać ta jest zdegradowana przez niemal całą powieść (poza fragmentami, w których to on opowiada historie) do przytakiwania swojemu słudze. Zdarza się jednak, że kontruje opowieści Kubusia, rozpoczynając dyskusje, które zazwyczaj przegrywa. Łatwo zauważyć, że postać pana jest prezentowana przez narratora w sposób pejoratywny: „(…) nie znacie jeszcze ludzi tego gatunku. Myśli w głowie na lekarstwo; jeśli mu się zdarzy powiedzieć coś do rzeczy, to chyba coś zasłyszanego albo też przypadkiem. Ma oczy jak wy i ja; ale przeważnie nie wiadomo, czy patrzy. Nie śpi, a nie czuwa: pozwala spływać życiu, to jego zatrudnienie”. Można powiedzieć, że bohater ten został zredukowany przez autora do roli automatu, o czym zresztą także mówi narrator: „Automat ów wędrował przed siebie oglądając się od czasu do czasu, czy Kubuś nie wraca”. Otrzymaliśmy jasny sygnał, że w tym duecie to Kubuś, choć jest sługą, jest prawdziwym bohaterem. Pan został zarysowany jako człowiek zblazowany, który miał w życiu tak naprawdę jedynie trzy uciechy: „(…) szukał zegarka w kieszonce, gdzie go nie było, i popadał stopniowo w rozpacz, nie wiedział bowiem, co począć bez zegarka, tabakierki i Kubusia; były ot trzy pociechy jego życia, które spływało na zażywaniu tabaki, spoglądaniu na godzinę i zadawaniu pytań Kubusiowi, a to we wszystkich możliwych kombinacjach”. W odróżnieniu od Fatalisty, pan był tchórzem. Widać to najlepiej w scenie spotkania z rabusiami: „Mina i ton Kubusia były tak wymowne, iż hultaje, którzy cenili życie nie gorzej od każdego uczciwego człowieka, wstali nie pisnąwszy słówka, rozebrali się i położyli. Pan, niepewny, w jaki sposób skończy się przygoda, czekał cały drżący”. Nie podejmował nigdy śmiałych czynów, zamiast tego wolał o nich rozprawiać. Pan jest bardzo przywiązany do swojego szlacheckiego dziedzictwa: „(…) ale mam rodzinę, nazwisko, pozycję, widoki i nie zgodzę się nigdy zagrzebać wszystkich tych atutów w kramiku małej mieszczki”. Natręt na koniu Bohater pojawił się w momencie, gdy Kubuś wspominał szczegóły swojej rany w kolano. Cały czas jechał na koniu za sługą i jego Panem i gdy ten rozparzał na temat mnogości „kości, ścięgien i innych rzeczy, poprzezywanych licho wie jak...”, przyznał mu rację. Wścibstwo nieznajomego bardzo zezłościło Kubusia. Niechęć potęgował widok młodej dziewczyny, którą natręt wiózł na oklep za sobą. Mężczyzna przedstawił się jako doświadczony chirurg i zamierzał im coś „wykazać”. Na prośbę dziewczyny, aby zrezygnował z tego i jechał swoją drogą, strącił ją z konia, z jedną nogą zaczepioną o fragmenty jego ubrania i spódnicami zawiniętymi na głowę. Na pomoc krzyczącej niewieście pospieszył Kubuś. Szybko uwolnił jej nogę i poprawił ubranie. Tymczasem miedzy chirurgiem a Panem wywiązała się sprzeczka dotycząca sedna pojęcia „wykazywać”:„Zaś pan Kubusia rzekł do chirurga: – Oto, co znaczy wykazywać. A chirurg: – Oto, co znaczy nie chcieć komuś pozwolić wykazać!...”. Gospodarz i gospodyni opiekujący się rannym Kubusiem Zraniony w kolano Kubuś trafił do domu ubogiej wieśniaczej rodziny. Para miała kilkoro drobnych dzieci. Podczas gdy kobieta troskliwie zajmowała się cierpiącym bohaterem, jej mąż cały czas starał się pozbyć go z domu. Gdy ona maczała róg fartucha w occie i nacierała czoło i skronie Kubusia, grzała mu rozcieńczone wino, myła i opatrywała jego ranę, jej mąż zaczął się złościć. Był to człowiek z natury zgryźliwy, wciąż gderał na żonę, nic mu nie pasowało. Kubusiowi wydawało się, że jego jedynym zajęciem jest szukanie powodu do kłótni ze swoją połowicą. Czepiał się słomy leżącej w stodole, której nie zniosła do młyna, pleśniejącego na strychu jęczmienia. Małżeństwo lubiło zajrzeć do kieliszka. Nie przeszkadzał im w tym na przykład jęk cierpiącego Kubusia, oddali się libacji wraz z przybyłym na ratunek chirurgiem. Widok rannego nieznajomego wywołał większy wstrząs w kobiecie, niż w jej mężu. Gdy w nocy próbował nakłonić ją do igraszek, ona nie mogła wyrzucić z pamięci obrazu Kubusia:„– Daj mi spokój, nie mam ochoty do figlów. Biedny chłopiec, który omal nie skonał pod naszym progiem!...”. Nie oznacza to, że gospodarz był zimnym egoistą. Kierował nim niepokój o los rodziny, której i tak wiodło się nie najlepiej. Kolejna buzia do wyżywienia nie poprawiała tej sytuacji:„– No, kobieto, przyznajże teraz, iż niewczesnym współczuciem wpakowałaś nas w kłopot, z którego diabli wiedzą, jak się wyplątać. Rok jest lichy; ledwie zdołamy nastarczyć potrzebom naszym i dzieci. Zboże na wagę złota! Wina na lekarstwo! Gdyby jeszcze znaleźć jaką pracę; ale bogaci się kurczą, biedacy nie mają zarobku”. Mimo tych wszystkich narzekań i wymówek małżeństwo zajęło się rannym Kubusiem na miarę swoich skromnych możliwości. Kapitan Kapitan był swego rodzaju mentorem dla Kubusia. Mawiał, że był to „człowiek dobry, człowiek dworny, człowiek wielkich zalet, jeden z najlepszych oficerów, ale zarazem nieco dziwak”. Bohater wiele raz przypominał sobie jego mądrości, wśród których najważniejszymi były:„Stwórz przyczynę, nastąpi skutek; ze słabej przyczyny słaby skutek; z chwilowej przyczyny skutek trwający chwilę; z przerywanej przyczyny skutek przerywany; z przyczyny hamowanej skutek zwolniony; z przyczyny, która ustała, skutek żaden.”„Wolność, która by mogła objawiać się bez przyczyny, stanowiłaby prawdziwą cechę szaleńca.”„Rozum jest to przypuszczenie, w którym doświadczenie pozwala nam uważać dane okoliczności za przyczyny pewnych skutków, których możemy się spodziewać lub obawiać. Ale, powiadał, kto może się chlubić, że ma dosyć doświadczenia? Ten, kto sobie tuszył, że go ma najobficiej, czy nigdy się nie oszukał? I czy istnieje człowiek zdolny trafnie ocenić okoliczności, w jakich się znajduje? Rachunek w naszych głowach a ten, który zapisany jest w rejestrach w górze, to dwie bardzo różne rzeczy. Czy my kierujemy losem, czy też los kieruje nami? Ileż roztropnie wykonanych zamysłów chybiło i jeszcze chybi! Ile niedorzecznych powiodło się i jeszcze się powiedzie! Oto, co mi powtarzał kapitan po wzięciu Berg-op-Zoom i Port-Mahon; dodawał, że przezorność nie daje pewności dobrego wyniku, ale daje pociechę i usprawiedliwienie w złym; toteż w wilię bitwy spał w namiocie tak spokojnie jak u siebie w alkierzu i szedł w ogień jak do tańca.” Przyczyną snucia wspomnień na temat kapitana było przypadkowe napotkanie konduktu żałobnego. Kubuś był przekonany, że oto żegnają jego przyjaciela, zmarłego w sąsiednim mieście, skąd przewożono go do rodzinnego grobu. Ważnym epizodem w biografii kapitana była, zdaniem Kubusia, przyjaźń z drugim oficerem tego samego korpusu. Bohater poznał ich obu w momencie wstąpienia do pułku. Mieli zbliżony wiek, podobne pochodzenie, lata służby i zasług. Różnica, jaka zachodziła między nimi tkwiła w majątku – kapitan Kubusia był człowiekiem zamożnym, jego towarzysz nie. Kwestia ta potrafiła czynić z ludzi zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Zdaniem Kubusia w tym przypadku „było i jedno, i drugie...”. Wspominał, że bywały dni, w których byli najlepszymi przyjaciółmi, zaś kiedy indziej czuli się śmiertelnymi wrogami:„W dnie przyjaźni szukali się, ugaszczali, ściskali, dzielili się każdą troską, radością, potrzebą; radzili się siebie wzajem w kwestiach najbardziej poufnych, domowych, w swoich nadziejach, obawach, widokach awansu. Spotkali się nazajutrz? Mijali się nie patrząc albo też patrzyli dumnie i chłodno, tytułowali się „panie”, sypali ostre przycinki, dobywali szpady i bili się”. Gdy któryś z nich został ranny, drugi rozpaczał i spędzał dnie i noce przy jego łóżku, dopóki nie wyzdrowiał. Nie ważne było, że cierpienie jednego było zasługą drugiego. To była dziwna relacja:„W ten sposób w regularnych odstępach dwóch dzielnych ludzi... dwóch dzielnych ludzi, szczerych przyjaciół, narażało się na to, iż jeden mógł zginąć z ręki drugiego; a nie ten pewnie, który by poległ, byłby godniejszy współczucia”. Gdy Kubuś pytał, co by się stało, gdyby któryś umarł w wyniku odniesionych ran, zaczynali płakać i popadali w lekkie szaleństwo. Trzeba było przerwać tą toksyczną przyjaźń. Poinformowano ministra wojny o tej niebezpiecznej relacji, a ten awansował kapitana Kubusia na komendanta odległej twierdzy, a jego towarzyszowi dał zakaz opuszczania pułku. Z chwilą, gdy zainteresowani dowiedzieli się o czekających ich zmianach, kapitan powtarzał, że to jego towarzysz, jako osoba biedna, powinien otrzymać awans i prawo do łaski królewskiej. W końcu postanowiono, że kapitan zostanie w pułku, kolega zaś obejmie dowództwo fortecy. Ledwie ich rozdzielono, poczuli, jak bardzo byli sobie potrzebni. Obaj popadli w depresję. Kapitan zażądał półrocznego urlopu, aby odetchnąć na łonie rodziny, a gdy tylko otrzymał zezwolenie, od razu pospieszył do swego towarzysza. Niestety, obecni przy ich powitaniu oficerowie od razy powiadomili o wszystkim majora, komendanta placu. Ten podjął decyzję o otoczeniu komendanta fortecy szpiegami. Pewnego dnia donieśli mu o sprzeczce między bohaterami, której kulminacją była bójka. W końcu kapitan i jego towarzysz pożegnali się i rozstali na zawsze. Już nigdy więcej się nie spotkali, ponieważ kapitan zmarł. strona: - 1 - - 2 - - 3 -
Gdy gospodyni skończyła opowiadać i pożegnała się, pijani mężczyźni także postanowili iść spać. Kubuś nie mógł znaleźć swojego łóżka, zatem udał się na spoczynek dokładnie w tym samym miejscu, w jakim siedział, słuchając historii. Narrator pozwolił określić to miejsce każdemu czytelnikowi indywidualnie. Następnego ranka Kubusiowi dokuczał ból głowy i ogólnie kiepski nastrój. Kac nie uniemożliwił mu jednak kontynuowania opowieści o swoich słynnych amorach. Ciągnął wspomnienia od miejsca, w którym skończył ostatnio. Pobyt w zamku zawdzięczał swojej szczodrości sprzed kilku dni. Okazało się, że kobieta, którą wspomógł oszczędnościami opowiedziała o wszystkim magnatowi. Zaciekawiony bezinteresowną szczodrością bohatera szlachcic postanowił osobiście poznać rannego żołnierza. Prócz przychylności bogacza postępowanie Kubusia zaskarbiło mu wdzięczność Dyzi, córki żebrzącej kobiety. Dziewczyna zobowiązała się opiekować dobroczyńcą do czasu, aż nie wróci do zdrowia. Usłyszawszy tą część opowieści Kubusia, Pan nie krył zdziwienia szczęściem, towarzyszącym mu na każdym kroku. Między mężczyznami wywiązała się nawet mała sprzeczka, zapoczątkowana monologiem sługi na temat swej wartości. Podczas gdy Kubuś był zdania, że nie musi już wykonywać rozkazów (przecież od dawna żyje z panem jak równy z równym), tak Pan obstawał przy nadrzędności swoich praw. Bohaterów pogodziła dopiero gospodyni. Popołudniowe polepszenie pogody zmotywowało Pana i Kubusia do wyruszenia w dalszą drogę. Przypadek sprawił, że podążali w tym samym kierunku, co margrabia des Arcis i jego młody towarzysz. Podróż upływała mężczyznom na ciekawych dyskusjach, zakończonych trafnymi puentami. Wiele czasu poświęcili na analizowanie szczególnego przywiązania kobiet do zwierząt. Kubuś sformułował pogląd, że biedni ludzie posiadają psy. Stała za tym chęć posiadania kogoś, kto wypełni ich rozkazy:Kubuś zapytał pana, czy nie zauważył, że biedni ludzie, choćby w największej nędzy i nie mając chleba dla siebie, wszyscy chowają psy; co więcej, psy te, zmuszane do wszelkiego rodzaju sztuk, chodzenia na dwóch łapach, tańczenia, aportowania, skakania przez kij, udawania nieboszczyka, pędzą przy tej edukacji najopłakańszy żywot. Z czego wyciągnął wniosek, iż wszelki człowiek pragnie rozkazywać drugiemu, ponieważ zwierzę znajduje się w społeczeństwie tuż poniżej warstw najpośledniejszych, znoszących rozkazy wszystkich innych, te chowają sobie zwierzęta, aby też móc komuś rozkazywać. – W świecie – powiadał Kubuś – każdy ma swego psa. Minister jest psem króla, szef kancelarii psem ministra, żona psem męża albo mąż psem żony; bez końca. Nadszedł czas noclegu. Kolacja obfitowała w rozmowy, Pan dyskutował z margrabią, zaś Kubuś z jego sekretarzem, Ryszardem. Losy tego ostatniego były niezwykle barwne. Mając siedemnaście lat, postanowił wstąpić do zakonu. Wiedząc, że jego decyzja nie spotka się z przychylnością rodziców, uciekł z domu i samodzielnie zgłosił się do ojców premonstrantów. Okres przygotowań do ślubów zakonnych upłynął mu na zgłębianiu tajemnic ojca Hudsona. Był to przeor w jednym z klasztorów premonstranckich, protoplasta i żarliwy propagator surowej dyscypliny, kultywowania tradycji regularnych modlitw i ciężkiej pracy. Niestety, jego działanie cechowała dwulicowość i hipokryzja. Choć sam wymagał od innych jak najwięcej, wobec siebie stosował mniej rygorystyczne standardy. Nie żałował sobie żadnej przyjemności, zarówno tej psychicznej, jak i cielesnej. Jego codziennością były spotkania z prostytutkami, posunął się nawet do uwodzenia zamężnych kobiet podczas… spowiedzi! Gdy o postępowaniu przeora dowiedział się – dzięki życzliwości przeciwników Hudsona – generał zakonu, wyznaczył z grona zaufanych osób do szczegółowego zbadania sprawy dwóch komisarzy. Jednym z nich był właśnie Ryszard, narrator całej opowieści. Komisarze rozpoczęli sekretne dochodzenie. Pod byle pretekstem udali się do klasztoru ojca Hudsona i zaczęli śledztwo. Niestety, przeor okazał się sprytniejszy szybko zdał sobie sprawę, że znalazł się w pułapce. Obmyślił przebiegły plan. Kazał jednej z uwiedzionych przez siebie dziewcząt udać się do komisarzy i opowiedzieć o całym zajściu. Była to przynęta. Rządni nowych szczegółów kapłani namawiali ją na kolejne spotkanie, aż w końcu wyznaczyła dzień i miejsce. Gdy bracia przybyli w umówione miejsce, czyli do domu szanowanej kobiety, po chwili pojawił się tan także komisarz policji, znajomy ojca Hudsona. Mężczyźni zostali oskarżeni o uwiedzenie dziewczyny i aresztowani. Przekonany, że dostali słuszną nauczkę, przeor wkrótce wyciągnął braci z niewoli. Wydarzenie to spowodowało, że wrogowie przeora zaczęli się bardzo obawiać o swoje miejsce w kościelnej hierarchii. Przykład jego szerokich wpływów utwierdził ich w przekonaniu, że dysponuje on ogromną siatką powiązań i koneksji, ciężko było przeciwstawić się takiej osobie. Gdy generał zakonu podzielił się z Ryszardem obawą, że Hudson zamierza zająć jego miejsce, ten zdjął habit i wrócił do rodziny. Nie chciał żyć w tak zakłamanym miejscu. Wolał już służyć u margrabiego. Następnego dnia Kubuś i jego Pan pożegnali się z nowo poznanymi towarzyszami i wyruszyli w dalszą podróż. Rozrywką była kolejna odsłona amorów sługi. Przebywając na zamku, Kubuś zakochał się w Dyzi. Ten wątek nie interesował Pana w takim samym stopniu, jak utrata „kawalerskiego klejnotu”, który przecież musiał zostać pogrzebany na długo przed poznaniem dziewczyny:Pan: Więc to nie była twoja pierwsza miłość? Kubuś: Czemu? Pan: Bo powiadają, iż kocha się tę, której się go oddało, a jest się kochanym przez tę, której się go weźmie. Kubuś: Czasem tak, czasem nie. Pan: A jak go straciłeś? Kubni: Wcale nie straciłem; przeszachrowałem po prostu. Pan: Opowiedz mi coś o tej szacherce. Kubuś opowiedział Panu o Justysi. Ojcem chrzestnym bohatera był najsławniejszy stelmach we wsi, Stary Byk, zaś jego najbliższym przyjacielem syn owego Byka – Byczek. Jako że cały los człowieka jest zapisany w górze, tak i tym razem wszystko było przesądzone – osiemnaście czy dziewiętnaście lat towarzysze zakochali się w tej samej dziewczynie, szwaczce o uroczym imieniu Justysia. Niestety Kubuś został odrzucony, a niewiasta oddała się Byczkowi na stryszku, w miejscu, gdzie sypiał wybraniec. Każdego poranka, o świcie Byczek odprowadzał Justysię z dół i czule żegnał. Jego ojciec nie był świadomy, co dzieje się pod jego dachem w nocy, ponieważ zakochani zachowywali się bardzo cicho. Los im nie sprzyjał: pożycie Byczka i Justysi płynęło dość słodko, ale niebawem miało się zmącić, tak było napisane w górze, tak więc się stało. Pewnego dnia zaspali i Justysia nie zdążyła wymknąć się. Obudziło ich dopiero wołanie wściekłego gospodarza, który gniewał się na ospałego syna. Chłopak szybko ubrał się i czym prędzej zbiegł na dół, a Justysia zgarnęła odzież i wśliznęła się pod łóżko, gdzie ułożyła się płasko na brzuchu, wpółżywa ze strachu. Nie wiedząc, co dalej robić, Byczek poszedł po radę do Kubusia. Przyjaciel kazał mu się uspokoić i zapewnił, że sam się zajmie zatarciem śladów i wyprowadzeniem Justysi. Następnie udał się do chrzestnego i poprosił o udostępnienie mu łóżka Byczka, ponieważ miał ciężką noc i jest bardzo senny. Zapracowany senior zgodził się i po chwili Kubuś był już na stryszku. Udało mu się odnaleźć Justysię i… położył się razem z nią w łóżku. Skonsternowana dziewczyna na początku broniła się przed jego zalotami, lecz szybko dała za wygraną:- Nie wiem, czym ją zgwałcił, ale to wiem, że nie zrobiłem jej krzywdy i ona mnie także. Zrazu broniąc ust od moich pocałunków szepnęła: – Nie, nie. Kubusiu, nie... – Na te słowa udałem, że wstaję z łóżka i idę ku schodkom. Wstrzymała mnie i szepnęła mi w ucho: – Nigdy nie myślałam, że jesteś taki zły; widzę, że nie można się spodziewać po tobie litości; ale przyrzeknij mi bodaj, przysięgnij... – Co? – Że on się nie dowie. W tym czasie Byczek dowiedział się od ojca, że Kubuś odpoczywa na strychu. Rozzłoszczony, podejrzewając, co w tej chwili dzieje się w jego łóżku, poczekał na przyjaciela na dole. Po jakimś czasie szczęśliwy Kubuś zszedł na dół i wypił z chrzestnym po szklaneczce wina, a tymczasem wściekły Byczek przestępował z nogi na nogę. Koniec końców Byczek i Justysia pogodzili się. Dziewczyna tak samo żarliwie zapewniała ukochanego o swej niewinności, jak czynił to jego przyjaciel:On się pogniewał, ona jeszcze mocniej; rozpłakała się, on się rozczulił; przysięgła, że jestem najwierniejszym z przyjaciół; ja przysiągłem, że jest najuczciwszą dziewczyną. Uwierzył, przeprosił, kochał i cenił nas tym więcej. I oto początek, środek i koniec utraty mego klejnotu. Pan nie mógł uwierzyć w usłyszaną historię. Był wstrząśnięty postępowaniem Kubusia, którego w gniewie nazwał oszustem i szelmą: Zdrajco! zbrodniarzu! Czy wiesz, jaką zbrodnię popełniasz w tej chwili? Dopuszczasz się na tej dziewczynie gwałtu: nie siłą, ale postrachem. Stawiony przed trybunałem, spotkałbyś się z całą surowością praw na gwałcicieli. Kubuś opowiedział mu także, jak oszukał dwie mężatki. Udając niewinnego chłopca, nabrał je, że mając dwadzieścia dwa lata nie spał jeszcze z kobietą. Zaintrygowane niewiasty – pani Zuzia i pani Małgosia, pod pozorem pomocy w pracach domowych, dawały mu wielogodzinne lekcje na łonie natury. Pierwsza od razu odgadła, że została oszukana i nazwała go hultajem. Nie oznaczało to jednak, że zaprzestanie oferować mu swoje dydaktyczne usługi: Oszukaj mnie tak samo od czasu do czasu, a przebaczę ci.... Z kolei pani Małgosia za „pierwszym razem” została omyłkowo nazwana „panią Zuzią” (równie zamroczony jak ona i nie wiedząc sam, co mówię, jęknąłem: – Ach, pani Zuziu, jak pani to dobrze robi!). Poznawszy opowieść o naukach swojej przyjaciółki, dowiedziała się w końcu, że padła ofiarą żartu Kubusia. Jej także nie przeszkadzało to zupełnie i bohater spotykał jeszcze wiele razy obie sąsiadki:Pan: Obie? Kubuś: Obie. Pan: I nie poróżniły się z sobą? Kubuś: Potrzebując nieraz wzajem swoich usług tym serdeczniej się pokochały. W osobliwy trójkąt miłosny zamieszany był również „pokraka”: Było to coś w rodzaju karła, garbaty, kulawy, jąkała, ślepy na jedno oko, zazdrosny, lubieżny, zakochany (może z powodzeniem) w Zuzi. Tym mężczyzną był wikary. Nakrył kiedyś Zuzię w spichlerzu z Kubusiem, wpadł w szczerą furię i od słowa do słowa między bohaterami wywiązała się bójka. Gdy pracownik kościoła leżał pobity w rogu stajni, Kubuś zaczął na jego oczach uprawiać seks z Zuzią. Wśród okrzyków – Mor...mor... mordercy!... go... go... gore!... zło... zło... złodziej!... pojawił się mąż kobiety. Zuzia zdążyła pozbierać się, a bohater zbiec. Tymczasem rozzłoszczony rogacz, widząc wikarego na stercie, zaczął się śmiać. W końcu wziął widły, nadział na nie wikarego i zaczął nim wywijać niczym zabawką i intonować psalm:– Cóż byś pan na to, mości wikary, gdybym pana tak obniósł po wiosce? W życiu nie widzieli ludzie piękniejszej procesji! Opowieść miała przykry koniec na Kubusia. Zuzia oczywiście – jak to kobieta – wykręciła się od odpowiedzialności. Nagle bohater zaczął kasłać i oznajmił, że nie będzie kontynuował swoich opowieści, ponieważ boli go gardło. Dzięki temu czytelnik poznaje historię amorów Pana. Pewnego dnia Pan uzmysłowił sobie, że nie ma dostatecznych funduszy, by kupić imieninowy prezent ukochanej. Korzystając ze znajomości serdecznego przyjaciela, kawalera de Saint-Ouin, trafił do spekulanta i lichwiarza, pana le Brun. Ten z kolei zwrócił się do swoich przyjaciół i mimowolnie w sprawę prezentu zostało wmieszanych kilka osób (Mateusz de Fourgeot, pani Bridoie, Merval). Choć przyglądając się sytuacji, postronny obserwator od razu doszedłby do wniosku, że oto Pan pada ofiarą oszustwa, główny zainteresowany był tego nieświadomy. Jego podejrzeń nie wzbudzały nawet podsuwane do podpisu na sporą sumę weksle. Finał tej historii był bardzo przykry – Pan stracił większość pieniędzy:Kubuś: Zatem jeżeli umiem trochę rachować, osiemset siedemdziesiąt franków pana Le Brun, pięćdziesiąt ludwików Mervala i Fourgeota, kolia, mankietki i pierścionek, no, liczmy jeszcze pięćdziesiąt ludwików, oto coś pan uzyskał za swoich dziewiętnaście tysięcy siedemset siedemdziesiąt i pięć liwrów w towarach. U diabła, to wspaniałe! Nie przestał za to przyjaźnić się z kawalerem de Saint-Ouin, był przekonany o prawości i szczerości tego mężczyzny. Prawie dał się namówić do ożenku z przedstawioną mu panną, na szczęście nie ugiął się pod namowami towarzysza. Dobrze się stało, bo ten pewnego dnia wyznał mu, że cały czas sypiał z jego ukochaną. Zamiast pogniewać się na mężczyznę, Pan postanowił w zmowie z nim dokonać zemsty na kobiecie. W ciągu następnych nocy zmanipulowany Pan udawał kawalera i zakradał się do pokoju niewiasty. Za trzecim razem został nakryty przez rodzinę panny. Gdy trafił do więzienia, wydało się, że była to pułapka zainicjowana przez kawalera. To on powiadomił o wszystkim rodzinę i komisarza. Koniec końców okazało się, że de Saint-Ouin to doświadczony i od dawna poszukiwany przez władzę oszust:– A, Saint-Ouin, jesteśmy w domu! Wiesz pan, kim jest ów przyjaciel, serdeczny przyjaciel, kawaler de Saint-Ouin? Oszust, człowiek znany z tysiąca łajdactw. Policja pozwala swobodnie krążyć tego rodzaju ludziom jedynie dla korzyści, jakie z nich czerpie niekiedy. Są to hultaje, przez których tropi się innych hultajów: widocznie więcej świadczą usług przez to, co za ich pomocą udaje się wyśledzić i odwrócić, niż wyrządzają szkody złem, które sami czynią... Pan także poniósł konsekwencje łatwowierności – został zobligowany przez sąd do łożenia na dziecko Agaty (dziewczyna była w ciąży z kawalerem), z którą został nakryty w łóżku. Wspomnienia Pana było co chwila przerywane przez sługę. Kubuś nie mógł pogodzić się z tym, że nikt nie przerywa narratorowi w relacjonowaniu całej historii, aż w końcu sformułował filozoficzny pogląd o przyczynowości ludzkich czynów. Jego zdaniem wszystko miało swoją przyczynę. Nagle mężczyźni natknęli się na osobliwy obrazek – chłop bił leniwego konia. Pan rozpoznał w zwierzęciu swego niedawno skradzionego towarzysza. Chłop zgodził się wymieć starego konia na wierzchowca, na którym podróżował Pan. Bohaterowie ruszyli w dalszą drogę. Ich celem była wieś, w której mieszkał prawdopodobny dziedzic Pana, chłopiec miał mieć teraz około dziesięciu lat. Przybrany ojciec marzył, że zrobi z niego dobrego tokarza lub zegarmistrza, że ożeni się, będzie miał dzieci, które po wiek wieków będą toczyć w spokoju ducha nogi stołowe. Kubuś przystał na prośbę pracodawcy i postanowił wykorzystać czas w drodze na dokończenie historii swoich amorów. Wspominał z rozrzewnieniem, jak Dyzia zmieniała mu opatrunki, a on ofiarowywał jej małe upominki. Pewnego dnia podarował jej podwiązki. Zrobił to w dość nietypowy sposób, informując ją najpierw, że jego to prezent dla jego ukochanej. Gdy dziewczyna zaczęła płakać, w końcu wyznał, że chodzi mu o nią, zaznaczając dobitnie, że samodzielnie musi założyć jej choć jedną podwiązkę. W tym momencie nastąpiła kolejna przerwa, ponieważ podróżni dotarli do wsi, gdzie mieli odwiedzić dziecko i żywicieli dziecka spłodzonego przez kawalera de Saint-Ouin. Kubuś udał się na poszukiwanie domu podopiecznego swego Pana. Gdy otworzył pierwsze napotkane drzwi, jego oczom ukazał się kawaler de Saint-Ouin, dawny przyjaciel pana i biologiczny ojciec chłopca. Widząc wroga, Pan zabił go swoją szablą, po czym dosiadł konia i uciekł. Niestety, zbiec nie udało się Kubusiowi. Sługa został pojmany i trafił do wiezienia. Podobny los spotkał także Pana. Gdy dogonił go pościg, również jego wtrącono za kraty. Na szczęście bohaterowie zostali uwolnieni. Udało im się odnaleźć w zamku pana Desglandsa, który przygarnął kiedyś rannego Kubusia. Sługa poślubił Dyzię i objął posadę odźwiernego zamku. Na koniec narrator poinformował, że słyszał głosy, jakoby Desglands oraz Pan Kubusia zakochali się w jego żonie. Kubuś z pewnością mruczał sobie pod nosem, iż skoro było zapisane w górze, że będzie miał rogi, to nic nie można na to poradzić:Ktoś chciał wmówić we mnie, że pan Kubusia i Desglands, zakochali się w jego żonie. Nie wiem, co w tym jest prawdy, ale jestem pewien, iż Kubuś powtarzał sobie co wieczór: „Jeśli jest napisane w górze, że będziesz miał rogi. Kubusiu, daremnie byś się mordował, będziesz je miał; jeśli jest napisane przeciwnie, daremnie oni będą się mordować, nie będziesz ich miał; śpij tedy, przyjacielu...” i zasypiał. strona: - 1 - - 2 -
Był sobie pan, który miał sługę Kubusia. Kubuś wyznawał zasadę, że wszystko, co się wydarza zapisane jest w górze. Było to zdanie, które usłyszał od swojego kapitana, kiedy służył w wojsku. Sługa zaproponował panu, że opowie mu historię swoich amorów. Zaczął mówić, ale pan zasnął. Następnego dnia znowu podjął opowieść. Zaciągnął się do wojska i w czasie bitwy został zraniony w kolano. Trafił do chłopskiej chałupy. Prosił gospodynię, która go opatrzyła, by mógł umrzeć lub wyzdrowieć w jej domu. W tej chwili opowieść przerwał chirurg jadący na koniu za sługą i panem. Kubuś kazał mu nie wściubiać nosa do nie swoich spraw. Potem razem z panem dotarł do gospody. Była tam banda opryszków, która przesłała Kubusiowi i jego panu kości po wieczerzy. Kubuś zdenerwował się, wziął broń Pana i postanowił dać im nauczkę. Pan chciał go powstrzymać, gdyż obawiał się, że sługa nie wyjdzie cało z awantury, jednak Kubuś stwierdził tylko, że i tak wszystko zapisane jest w górze. Kazał zbójom rozebrać się i położyć na podłodze. Następnego ranka wyruszył w dalszą drogę wraz z panem wioząc ze sobą ubrania zgrai i klucz do drzwi gospody. Na uwagę pana, że powinni zmusić konie do galopu, odpowiedział, iż nie ma się co spieszyć, gdyż i tak wszystko zapisane jest w górze. Nikt ich jednak nie gonił i pan nalegał, by Kubuś podjął swą historie o amorach. Sługa opowiadał, że rozebrany leżał w łóżku i czekał na chirurgów. Przy okazji obserwował wdzięki gospodyni. Pan dopytywał się, czy to w tej kobiecie sługa się zakochał, a jeśli tak, czy zdaje sobie sprawę, że skoro miała ona męża, to postępował bardzo źle. Na to Kubuś stwierdził, że gdyby zakochał się w gospodyni, to i tak nie mogłoby być inaczej, bo wszystko zapisane jest w górze. Gospodarz narzekał bardzo, że jego żona zgodziła się przyjąć rannego,
W roku 1765, dzięki uprzejmości barona Holbacha, Diderot miał możliwość przeczytania sześciu pierwszych tomów powieści Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy autorstwa anglikańskiego pastora Laurenca Sterne’a. Przepastne, liczące ponad dziewięćset stron, dzieło zawiera między innymi historię wuja Tobiego – weterana wojennego o przebrzmiałej sławie i zdrowiu, który wraz ze swoim służącym kapralem Trimem, oddaje się rekonstrukcjom wielkich bitew na… przydomowym trawniku. Ta para bohaterów zainspirowała Diderota do utworzenia podobnych. Od wuja Tobiego i kaprala Trima skopiował nie tylko kontuzjowane kolano, ale także rozliczne romanse i miłość do Denise (Dyzi), którymi obdarzył swojego Kubusia. Diderot nigdy nie miał zamiaru ukrywać zapożyczeń z Życia i myśli JW Pana Tristrama Shandy, o czy poinformował czytelnika (w sposób bardzo zabawny, a jednocześnie cięty) na ostatnich stronach powieści: Oto drugi paragraf skopiowany z życia Tristrama Shandy, o ile zresztą rozmowa Kubusia Fatalisty i jego pana nie jest wcześniejsza od tego dzieła i o ile pastor Sterne nie jest plagiatorem, czego wszakże nie przypuszczam. Mam bardzo osobliwy szacunek dla pana Sterne, zasługującego na wyróżnienie z większości jego współziomków-autorów, których dość powszechnym zwyczajem jest okradać nas mówiąc nam obelgi. Nie trudno dostrzec, że Kubuś Fatalista i jego Pan naszpikowany jest wieloma innymi nawiązaniami do dzieł literackich, które przyczyniły się do jego powstania. Na pierwszy rzut oka relacje łączące tytułowych bohaterów przypominają postaci z klasycznej powieści Cervantesa Don Kichote z La Manchy, o czym zresztą pisze sam Diderot: A ponieważ Kubuś i jego pan warci są coś jedynie razem, a nic rozdzieleni; jak Donkiszot bez Sanczy (…). Ponadto odnajdziemy na kartach powieści nawiązania do Moliera: Ja, który do was mówię, spotkałem sobowtóra »Lekarza mimo woli«, którego wprzód uważałem za wymysł szalonej i rozigranej pustoty. – Jak to! sobowtóra owego męża, któremu żona mówi: »Mam troje dzieci na ręku«; on zaś odpowiada: »Postaw je na ziemi... « »Wołają o chleb«. »Daj im kije«. Odnajdziemy też fragment przywołujący „Obronę Sokratesa” Platona czy Poczciwego gbura autorstwa najwybitniejszego włoskiego komediopisarza Goldoniego (warto zwrócić uwagę, iż w przepości zarzucano plagiat Diderotowi, który zdaniem niektórych krytyków skopiował wspomniane dzieło Goldoniego na użytek swojego Ojca rodziny). Prace nad powstaniem Kubusia Fatalisty i jego Pana trwały ponad piętnaście lat, zanim powieść została ukończona. Przyjmując, że szkic dzieła powstał w 1765 roku, to kształtu bliskiego do ostatecznego nabrał dopiero w 1771 roku, kiedy odbyło się jego pierwsze czytanie przez przyjaciół pisarza. W latach 1778-1780 powieść ukazywała się w odcinkach w słynnym ręcznie pisanym biuletynie „Correspondance litteraire, philosphique et critique” redagowanym przez barona von Grimma i Diderota. W latach 1780-1784 autor przerobił powieść, by mogła ukazać się w postaci książkowej, wzbogaconej o nowe elementy, jak historię utraty cnoty przez Kubusia czy losy poety z Pondicherry. Pierwsze wydanie Kubusia Fatalisty i jego pana miało miejsce dopiero w 1796 roku, czyli już po śmierci Diderot - biografia Denis Diderot przyszedł na świat 5 października 1713 roku w Langres w Szampanii na wschodzie Francji. Zapisał się w historii francuskiego oświecenia jako powieściopisarz, dramaturg, eseista, krytyk literacki, tłumacz, filozof oraz encyklopedysta. Zasłynął za sprawą niespotykanej erudycji oraz niepodważalnego geniuszu. Swoje piętno odcisnął w każdej dziedzinie sztuki, z którą się zetknął – położył podwaliny pod dramat burżuazyjny, zrewolucjonizował powieść za sprawą Kubusia Fatalisty i jego Pana, ale nade wszystko przyczynił się, jako inicjator i redaktor naczelny, do powstania być może najważniejszego dzieła swojej epoki, czyli wielkiej „Encyklopedii”. Jako filozof nie cechował się jedną spójną i konsekwentną myślą, zamiast tego zawsze zostawiał czytelnikowi swobodę w dowolnej interpretacji jego słów. Dzieła Diderota nie zawierały precyzyjnych i ściśle określonych przekazów filozoficznych, ponieważ ich celem było zmuszenie odbiorcy do własnych przemyśleń. Diderot urodził się w mieszczańskiej, baptystycznej rodzinie. Jego rodzice mieli w sumie sześcioro dzieci, jednak tylko czwórka przeżyła dzieciństwo. Didier Diderot, głowa rodziny, był znanym i szanowanym wytwórcą narzędzi medycznych, takich jak skalpele czy lancety. Angelique Vigneron, jego żona, była córką garbarza. Denis był najstarszym dzieckiem małżeństwa. W latach 1723-1728 Denis pobierał nauki w szkolenie jezuickiej w rodzinnej miejscowości. Gdy skończył dwanaście lat rodzice postanowili, że zostanie duchownym. Młodzieniec zgodził się z wolą rodziców, ale w głębi ducha snuł inne plany o swojej przyszłości. Nie interesowało go ani życie w habicie, ani przejęcie rodzinnego interesu. Po ukończeniu szkoły jezuickiej przeprowadził się do Paryża. W stolicy Francji zamieszkał na stałe, a do rodzinnego Langres powrócił zaledwie czterokrotnie, najczęściej w celu załatwienia spraw rodzinnych i powiązanych z nimi formalnościami. Pierwsze lata pobytu Diderota w Paryżu są dość dobrze udokumentowane. W latach 1728-1732 uczęszczał do Harcourt College, a następnie na słynną Sorbonę, gdzie studiował teologię. 6 sierpnia 1735 roku otrzymał dyplom ukończenia Uniwersytetu Paryskiego, gdzie poza trzema latami zgłębiania wspomnianej już teologii, przez dwa lata studiował także filozofię. Lata 1737-1740 stanowiły ciężki okres w życiu Diderota. Parał się wieloma zajęciami, by zarobić na życie. Pracował jako prywatny nauczyciel, służył do mszy, był posłańcem w kancelarii prawniczej. Paryskie życie go nie rozpieszczało. Dzięki finansowemu wsparciu ojca, młody Diderot mógł pozwolić sobie na rozwijanie zamiłowania do literatury. Nie tylko stać było go na książki, ale na często odwiedzanie teatrów oraz naukę angielskiego (za pomocą słownika łacińsko-angielskiego). Z czasem zaczął pisywać do „Mercure de France”, gdzie publikował tłumaczenia eseistów brytyjskich, Alexandra Pope’a. Diderota uważa się dziś za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli francuskiego oświecenia. Jednak za najważniejszego z nich często uznaje się Jana Jakuba Rousseau. Do ich spotkania doszło w 1742 roku, mężczyźni niemal natychmiast bardzo się ze sobą zaprzyjaźnili. W 1745 roku, za pośrednictwem Rousseau, Diderot poznał kolejnego wybitnego przedstawiciela epoki – Etienne de Condillaca. Pomiędzy 1740 a 1746 rokiem Dideort kilkakrotnie przeprowadzał się, jednak każde z jego kolejnych mieszkań mieściło się w paryskiej Dzielnicy Łacińskiej. W 1742 roku Denis po raz pierwszy od wyjazdu powrócił do rodzinnego Langres, by prosić ojca o pozwolenie na ożenek. Ojciec jednak odmówił, ponieważ żył w przekonaniu, że jego syn zostanie księdzem. Rodzic był na tyle zdeterminowany, że umieścił potomka na kilka tygodni w zakonie nieopodal Troyes. Trzydziestoletni wówczas Denis uznał, że nie może dłużej tak żyć, dlatego uciekł do Paryża, by w listopadzie 1743 roku poślubić Annę Antonię Champion. Potajemny ślub mógłby sugerować, że para była w sobie szaleńczo zakochana, jednak ich związek szybko się wypalił. Diderot już w 1745 roku miał romans z Madeleine Puisieux, jednak nie rozwiódł się. Małżonkowie trwali ze sobą mimo braku uczucia. Dochowali się czwórki dzieci, jednak tylko najmłodszej córce – Marie Angelique – udało się dożyć dorosłego wieku. Rok 1743 oznaczał początek kariery literackiej Diderota. Wówczas przetłumaczył „Historię Grecji” autorstwa angielskiego myśliciela Stanyana Temple’a. Nie było to jednak tłumaczenie literalne, gdyż Diderot wzbogacił dzieło o własne przemyślenia. Natchnięty dziełem Temple’a napisał esej o cnocie, w którym zarysował istotę chrześcijańskiego deizmu, zestawiając go z greckim monoteizmem. W roku 1746 ukazało się jego pierwsze zupełnie samodzielne dzieło – „Myśli filozoficzne” . W latach 1746-1748 współpracował z Markiem Antonim Eidousem i Franciszkiem Wincentem Toussaintem przy tłumaczeniu słownika medycznego autorstwa Roberta Jamesa. W 1748 roku ukazało się pierwsze dzieło prozatorskie Diderota – „Niedyskretne klejnoty” , zapisana jako pamiętnik matematyka historia celowała w sparodiowanie życia dworskiego. W 1749 roku Diderot naraził się sporej grupie krytyków publikując „List o ślepcach na użytek tych co widzą”. Wielu domagało się wówczas, by cenzura bardziej zainteresowała się jego twórczością, uważając go za człowieka zagrażającego ładowi społecznemu. Skończyło się na aresztowaniu i uwięzieniu pisarza w zamku w Vincennes na trzy miesiące. W trakcie odbywania kary Diderot był wielokrotnie odwiedzany przez przyjaciół, w tym również Jana Jakuba Rousseau, za którego namową zaczął w ogóle pisać. Odbyta kara odcisnęła się na późniejszej twórczości Diderota, która stała się bardziej wyważona i bezpieczna (głównie dla niego). Dzieła, które wydawały mu się zbyt śmiałe, chował „do szuflady”, na ewentualny pożytek potomności. Okres 1747-1765 zapewnił Diderotowi wieczną sławę. Wówczas to skoncentrował się głównie na pracy nad encyklopedią, która początkowo miała być tłumaczeniem dzieła Ephraima Chambersa, ale z czasem przerodziła się w „Wielką Encyklopedię Francuską”. Diderot stanął na czele tego śmiałego projektu, jako redaktor naczelny. Pierwszy wolumin encyklopedii ukazał się w 1751 roku. Ukończeniu dzieła poświęcił dwadzieścia lat życia. Wreszcie, w lipcu 1765 roku wydał ostatni tom. Nie było to łatwe, ponieważ ówcześni Diderotowi czytelnicy nie docenili jego trudu, co przełożyło się na problemy z kolejnymi wydawnictwami, które konsekwentnie rzucały autorowi „kłody pod nogi”. Lata pracy nad encyklopedią oznaczały nie tylko wytężoną, mozolną pracę, pełną goryczy i rozczarowań wywołanych krytyką, ale również ważne wydarzenia w życiu prywatnym. W roku 1750 został zatrudniony jako wykładowca w Akademii Berlińskiej. W 1753 roku na świat przyszła wspomniana już wcześniej Maria Angelique – jedyne z dzieci Diderota, które go przeżyło. Sytuacja finansowa rodziny pisarza uległa znacznej poprawie, dzięki czemu przestał on wreszcie wynajmować mieszkania i wykupił na własność dwa piętra w kamienicy przy słynnym paryskim bulwarze Saint-Germain. W roku 1757 jego poglądy polityczne i filozoficzne zaczynają znacząco odbiegać od myśli Rousseau. Diderot uważał że miejsce człowieka jest w społeczeństwie i nie jest on w stanie prawidłowo funkcjonować w izolacji. Rousseau poczuł się tymi słowami zaatakowany i urażony, dlatego zdradził otoczeniu wiele informacji o romansach Diderota z innymi kobietami. Jak nie trudno się domyślić, w ten sposób zakończyła się długoletnia przyjaźń obu mężczyzn. W roku 1759 umiera ojciec pisarza. Sentymentalna podróż do domu przyczynia się do przemyśleń na temat ojcostwa, które znajdą odbicie w dalszej twórczości Diderota. Dwa lata później pisarz zdecydował się sprzedać bibliotekę, która była jednym z jego kilku interesów, aby odłożyć pieniądze na wydanie za mąż córki, która wówczas była zaledwie ośmiolatką. Ofertę nie do odrzucenia złożyła mu wówczas caryca Katarzyna II, która nie tylko hojnie mu zapłaciła, ale dożywotnio zatrudniła również jako głównego bibliotekarza. Interes ubity z carycą pozwolił Diderotowi i jego najbliższym nie tylko żyć dostatnio aż do śmierci, ale również cieszyć się wolnością niezależnością, co znalazło odzwierciedlenie w twórczości artysty. Lata 1765-1773 upłynęły Diderotowi pod znakiem korespondencji literackich. Wymieniając listy z Louisem d’Epinay’em pisarz dał się poznać jako wytrawny krytyk. Korespondencja z przyjacielem była skrupulatnie przez Diderota numerowana i porządkowana, dzięki czemu z łatwością mógł ją po upływie lat wydać. Wiosną 1769 roku pisarz nawiązał kolejny głośny romans. Tym razem jego bohaterką była Joanna Katarzyna Quinault, siostrzenica aktorki Joanny Franciszki Quinault – towarzyszki serca wspomnianego przed momentem Louisa d’Espinay’a. Pomimo wielokrotnych zaproszeń carycy, Diderot przez blisko dziesięć lat unikał podróży do Rosji. Gdy nie mógł już dłużej zasłaniać się pracą nad encyklopedią, a ponadto wydał wreszcie za mąż córkę, w 1773 roku wyruszył w podróż na wschód Europy. Wyprawa która trwała znacznie ponad rok, obfitowała w dłuższe pobyty w Sankt Petersburgu oraz Hadze. Powrócił do Paryża pełen nowych pomysłów artystycznych, ale również mocno wyniszczony i schorowany. Biografowie Diderota twierdzą, że rosyjska zima skróciła życie pisarza o kilka lat. Po powrocie do Francji jego życie towarzyskie wyraźnie spowolniło, ze względu na coraz gorszy stan zdrowia. Od 1783 roku Diderot rozpoczął mozolne uporządkowywanie swoich notatek, zapisków i szkiców literackich. Jedną kopię zachował dla siebie, jedną podarował córce, a trzecią przesłał carycy Katarzynie. Ostatnie tygodnie życia spędził w hotelu Bezons, gdzie całodobową opiekę opłaciła właśnie rosyjska władczyni. Denis Diderot zmarł 31 czerwca 1784 roku. Dwa lata później zbiory z jego biblioteki zostały spakowane i wysłane do Sankt Petersburga. Podczas Rewolucji Francuskiej katakumby kapicy Saint-Roch, gdzie został pochowany Diderot, zostały sprofanowane, a jego zbezczeszczone szczątki pochowane ponownie w masowej mogile. Chociaż nie napisał wielu powieści i dramatów, krytycy uważają, że wywarł wielki wpływ na obydwa gatunki. Stosowane przez niego w prozie zabiegi uznano za nowatorskie i modernizatorskie. W dziedzinie teatru uważa się go natomiast za twórcę nowoczesnego dramatu mieszczańskiego. Jako encyklopedysta nie tylko stał na czele zespołu redakcyjnego, ale ciężko pracował jako autor. Przez piętnaście lat napisał znacznie ponad tysiąc artykułów naukowych, a także wstęp do „Wielkiej Encyklopedii Francuskiej”. Nigdy nie szukał spójnego, całościowego systemu filozoficznego, zamiast tego wolał zapożyczać z tych istniejących dookoła. Dlatego też najważniejsze jego dzieła mają charakter dialogów, w których żaden z bohaterów nie reprezentuje poglądów autora. Bibliografia dzieł Diderota: • „Essai sur le mérite et la vertu”, tłumaczenie (1745 rok) • „Pensées philosophiques”, esej (1746 rok) • „La Promenade du sceptique” (1747 rok) • „Les bijoux indiscrets”, powieść (1748 rok) • „Lettre sur les aveugles à l'usage de ceux qui voient”, listy (1749 rok) • „Wielka Encyklopedia Francuska” (1750–1765) • “Lettre sur les sourds et muets”, listy (1751 rok) • „Pensées sur l'interprétation de la nature”, esej (1751 rok) • „Le Fils naturel”, dramat (1757 rok) • „Entretiens sur le Fils naturel”, esej (1757 rok) • „Le père de famille”, dramat (1758 rok) • „Discours sur la poesie dramatique ” esej (1758) • „Salons”, krytyka sztuki (1759–1781) • „La Religieuse”, powieść (1760 rok) • „Lettre sur le commerce de la librairie”, listy (1763 rok) • „Mystification ou l’histoire des portraits”, esej (1768 rok) • „Entretien entre D'Alembert et Diderot”, listy (1769 rok) • „Le rêve de D'Alembert”, dialog (1769 rok) • „Suite de l'entretien entre D'Alembert et Diderot”, dialog (1769 rok) • „Paradoxe sur le comédien”, esej (1770 rok) • „Apologie de l'abbé Galiani”, dramat (1770 rok) • „Principes philosophiques sur la matière et le mouvement", esej (1770 rok) • „Entretien d'un père avec ses enfants”, esej (1771 rok) • „Jacques le fataliste et son maitre”, powieść (1771–1778) • „Madame de La Carlière”, opowiadanie (1772 rok) • „Supplément au voyage de Bougainville” (1772) • „Histoire philosophique et politique des deux Indes”, praca naukowa (1772–1781) • „Voyage en Hollande”, wspomnienia (1773 rok) • „Eléments de physiologie”, esej (1773–1774) • „Réfutation d'Helvétius”, dramat (1774 rok) • „Essai sur les règnes de Claude et de Néron”, esej (1778 rok) • „Est-il Bon? Est-il méchant?”, esej (1781 rok) • „Lettre apologétique de l'abbé Raynal à Monsieur Grimm”, list (1781 rok) • „Aux insurgents d'Amérique”, tekst polityczny (1782 rok)Mapa serwisu:Kubuś Fatalista i jego Pan – streszczenie szczegółoweKubuś Fatalista i jego Pan - opracowanie Bohaterowie „Kubusia fatalisty i jego Pana”
tłum. Tadeusz Boy-Żeleński Najsłynniejsze dzieło Denisa Diderota. Opisuje wyprawę Kubusia i jego pana, podczas której wydarzają się sytuacje prowokujące do wielu rozmów i rozważań o charakterze Kubuś jest fatalistą, twierdzi, że wszystko, co się wydarza, zostało określone przez los i człowiek nie ma wpływu na nic. Poglądy tego bohatera pokrywają się z poglądami filozoficznymi Diderota. W powieści zaciera się typowa hierarchiczna relacja pomiędzy panem a sługą, Kubuś natomiast doskonale przedstawia się jako mówca, Diderot był pisarzem, krytykiem, filozofem, encyklopedystą epoki francuskiego oświecenia. Zasłynął jako inicjator wydania Wielkiej Encyklopedii Francuskiej. Dzieło Kubuś fatalista i jego pan powstawało między 1765 a 1780 rokiem, a zostało wydane w 1796 też:MotywyInformacje o utworze
kubuś fatalista i jego pan streszczenie